Rok Świętego Józefa?

    Wszystko zaczęło się w 2015 roku, gdy Pan Bóg podał mi rękę i wyciągnął z ogromnego doła, ciemności, w której się zapadałem coraz bardziej. Dostałem nowe życie, kolejne wydarzenia, setki „zbiegów okoliczności i przypadków” doprowadziły mnie do wielkiego cyklu napraw, zmian siebie i całego życia a przede wszystkim wejścia na drogę nawrócenia. Wyjątkowo mocno w tych wydarzeniach odegrał rolę Święty Józef, dzisiaj mój wzór do naśladowania, wtedy… jakiś staruszek z malutkim Jezusem na ręku.


W czasie tych wielkich napraw oraz „zamykania” starych spraw były też sprawy mojej firmy, która przez wiele lat funkcjonowania przyniosła mi ogromne długi. Próbowałem na różne sposoby ratować ją, podnosić z kolan, zapraszałem księdza do biura do wspólnej modlitwy, szukałem zmian w lokalizacji, szukałem nowych kontrahentów, wprowadzałem zmiany w klientach, usuwając z listy tych, którzy prowadzili działalności niezgodne z moim zdrowiejącym sumieniem. Niestety, długi jakie powstały podczas mojego poprzedniego trybu życia nadal nie chciały zmaleć.

      Ostatnią deską ratunku była rozmowa z bliskim mi księdzem Zbyszkiem Tartakiem, wspólna modlitwa i wysłuchanie rad. Hmmm, rad a raczej rady, bo była tylko jedna – „Podejmij dziewięcio-dniową nowennę do Św. Józefa, bo tylko za jego wstawiennictwem Bóg może ci pomóc, ja nie mogę ci mówić co masz robić ze swoją firmą”. Myśląc, że ksiądz mnie po prostu zbył nie wiedziałem, że to jedna z najlepszych porad jakie mogłem otrzymać w tych sprawach. Czy długo czekałem na wyniki? Nie! Dziesiątego dnia byłem już w urzędzie by zawiesić działalność a po kilku kolejnych miesiącach ją zamknąć. Do dzisiaj robię to co lubię, robię to co kocham, po części jako „wolny strzelec” a po części jako wolontariusz. Dzisiaj spłacam długi, które kiedyś wydawały się nie spłacalne, może mozolnie ale jednak spłacam a do tego znajduję pieniądze na comiesięczną dziesięcinę. Dzisiaj we wszystkich sprawach zawodowych proszę Świętego Józefa o wstawiennictwo u Boga, dzisiaj zawierzam mu wszystkie działania. Dzisiaj mogę powiedzieć, że „kalkulator bez Pana Boga zawsze będzie się mylił”.

A co z rodziną, miłością, przyjaciółmi i codziennością?

Tutaj na wysokości zadania znowu stanął Święty Józef. Już 8 marca 2019 roku zaprosił mnie do Narodowego Sanktuarium w Kaliszu. Jak zwykle zastanawiałem się po co tam jadę? A gdy już się tam znalazłem kolejne myśli i pytania „po co?”, „czemu ja?”, „co chcesz ode mnie Boże?”.

Gdy wszyscy faceci szczelnie upakowani w sanktuarium modlili się i słuchali konferencji rozpoczynającej peregrynację obrazu św. Józefa w diecezji zielonogórsko – gorzowskiej pod hasłem „Milczeć – Walczyć – Kochać” ja milcząco usiadłem na ławce w parku pod sanktuarium i z walką w myślach patrzyłem na świątynie.

Nie czułem potrzeby wspólnej modlitwy z innymi mężczyznami a nawet nie chciałem. Chciałem być sam, gdzieś daleko. W głowie milion myśli o żonie, dzieciach, o przeszłości, o znajomych z dawnych lat, o nowych przyjaciołach, o pracy, o tym, że pobliskie drzewo rzuca tajemniczy cień na ścianie Sankturium, który musiałem sfotografować.

Myślałem nawet o tym gdzie jest najbliższy sklep bo jestem mega spragniony. Gdy usłyszałem z głośników zewnętrznych, że za chwilę rozpocznie się Msza święta wstałem i jednym zdaniem „Rób co chcesz ze mną Boże” udałem się do świątyni.

Tak, to była piękna Msza. Mimo, że nie udało mi się wcisnąć do środka, stałem przed głównym wejściem cały czas oparty o jakiegoś busa, przemarznięty na wylot czułem w środku coś gorącego, coś co dawało mi pewność, że moja obecność jest tutaj ważna. Po Eucharystii obraz Świętego Józefa został wyniesiony i bezpiecznie schowany w busie, o który opierałem się przez całą Mszę, przeniesiony był tuż przy mnie. Z tej ogromnej grupy kilkuset pielgrzymów z całej diecezji ja jako jeden z nielicznych byłem najbliżej tego obrazu.

Czy po to miałem tam być? Czy po to marzłem ponad godzinę w czasie Mszy?

Kolejne wydarzenia to już ciągła obecność świętego. Wraz z kilkoma przyjaciółmi byliśmy zapraszani do wspólnego pielgrzymowania wraz z obrazem po wielu parafiach naszej diecezji, byliśmy powołani do opowiadania świadectwa swojego życia. Już wtedy Św. Józef uczył mnie nie tylko pokory ale także otwartości serca, odwagi. Niedługo później w naszej parafii zawiązała się męska wspólnota.

O takiej marzyłem od bardzo dawna. Potrzebowałem spotykać się z facetami, z którymi mogę pogadać o wszystkim, wspólnie się pomodlić. Wspólnotę prowadził na początku mój przyjaciel ks. Piotrek Wadowski. Mówił nam o Bogu, uczył nas Boga, z determinacją uczył nas pokory, ciszy i spokoju a jednocześnie nadludzkiej siły jaką można otrzymać tylko od Boga. To ciągła obecność Świętego Józefa sprawiła, że nasza wspólnota stała się częścią międzynarodowej wspólnoty Mężczyzn Świętego Józefa a mnie Bóg wybrał na lidera zielonogórskiej grupy.

Z częścią tych świetnych chłopaków ze wspólnoty od kilku lat spotykaliśmy się na ojcowskich wojażach, na wspólnych pogawędkach i rodzinnych wypadach. Za każdym razem był z nami ks. Piotrek i…
oczywiście Święty Józef.

Niedługo potem powstało Katolickie Stowarzyszenie Ojcostwo Powołaniem, którego patronem jest…
oczywiście Święty Józef.


     Przez te pięć lat uzdrawiania mojej duszy, naprawy tego co zepsute, odbudowy więzi rodzinnych budowało i buduje się stale moje męstwo. Męstwo, które niegdyś wyobrażałem sobie na wzór „bohatera ulicy”, takiego twardziela co nie ugnie się żadnemu czuciu. Dzisiaj to Święty Józef jest tym jedynym wzorem. Oczywiście nie ma nic złego w naśladowaniu Michała Archanioła niszczącego swym mieczem szatana, jednak naszą, męską siłą, największą siłą jest wykorzystanie łaski jaką daje Bóg a największą z łask jakie otrzymałem jest powołanie do małżeństwa i ojcostwa, naśladowanie świętej rodziny. Ale naśladowanie takie dopasowane do dzisiaj, do świata jakie Bóg daje nam tu i teraz.

Wybór nowego roku liturgicznego pod patronatem świętego – Rok Świętego Józefa – przez papieża Franciszka jest też dla mnie i wszystkich mężczyzn dodatkowym sygnałem do męskiego działania, gorliwszej modlitwy i odważnego marszu przez życie z Bogiem w sercu!

Święty Józefie prowadź mnie przez każdy dzień, wypraszaj mi wszelkich łask u naszego Boga, niech za twoim wstawiennictwem ja i moi bracia stajemy się jeszcze bardziej odważni i wierni.
Święty Józefie módl się za nami!

 

Lesław Barczyńskiszczęśliwy mąż, dumny ojciec pięknej córki i przystojnych synów a przede wszystkim odważny mężczyzna Świętego Józefa

Może Ci się również spodoba